Zły student

To wszystko zaczyna się bardzo niewinnie. Najpierw znika piórnik, później pojawia się zeszyt do wszystkiego. Jedna nieobecność, druga nieobecność, pożyczanie kartek i długopisów. Lata lecą aż do plecaka pakujesz wyłącznie dobry humor. O ile zachowujesz pozory i nosisz jeszcze plecak.

Zły student

Zły student to taki, który wyłącza budzik, jeśli czuje się niewyspany. Taki, który marudzi, że ma masę roboty po czym wywala nogi przed siebie i włącza następny odcinek serialu. Zły student to ten, którego nie stresuje słowo deadline, ale wpada w panikę na wieść o jednej możliwej nieobecności. I ten, który mimo jednej możliwej nieobecności podejmuje ryzyko i zostaje pod kołdrą po raz drugi.

Źli studenci rodzą się ze złych wyborów. O ile w liceum byliśmy zobowiązani mieć pojęcie o wszystkim, o tyle sens studiowania przewiduje ukierunkowany rozwój według własnych zainteresowań. Składamy papiery trochę na czuja licząc, że studiowanie rozbudzi w nas ciekawość i głód zdobywania wiedzy. Fakt faktem pierwszy głód pojawia się zazwyczaj po miesiącu, ale na ten z reguły pomaga słoik z leczo i telefon do mamy.

Dla wielu studentów wybór kierunku to czysty strzał. Mam świadectwo z paskiem, spróbuję na prawo. Piszę do szkolnej gazetki i lubię Marcina Prokopa, pójdę na dziennikarstwo. Mam szóstkę z wuefu to biegiem na AWF. Niektórzy trafiają w punkt za pierwszym razem i zakładają piękne zeszyty z kolorowymi zakładkami, inni już po pierwszym semestrze wiedzą, że wystarczy im co najwyżej długopis. Treść studiów, prowadzący, zadania do wykonania, wszystko to albo nakręca do działania, albo motywuje do wykorzystania całej puli nieobecności.

Oczekiwania zwykle weryfikuje rzeczywistość. Każdy kto wybiera się na studia jest święcie przekonany, że przez pięć lat sukcesywnie będzie odkrywał Amerykę. Że pozna masę ciekawostek, które później sprzeda znajomym na imprezach, że stanie się członkiem hermetycznej grupy, która ma dostęp do kuluarów wiedzy, że każdy wykładowca będzie charyzmatycznym przywódcą, a każdy wykład intelektualnym szczytem. A tu że tak powiem posucha, żeby nie powiedzieć asceza.

Zły student to student ekonomiczny. Oszczędza nie tylko papier i wkład w długopisie, ale przede wszystkim własną energię i czas. Lepiej przecież marnować życie na wygodnej kanapie niż w twardej ławce na wykładzie, z którego wszyscy obecni włącznie z prowadzącym najchętniej teleportowaliby się do łóżek. Swoją drogą to bardzo dziwne uczucie, kiedy wykładowca nawiązuje z tobą kontakt wzrokowy, a ty myślisz czy zjeść na obiad bułkę z dżemem, czy jednak być fit i kupić warzywa na patelnię.

Zdjęcie: unsplash.com

 

 

  • Karolina Koczar

    Dodałabym jeszcze, że zły student codziennie wieczorem odświeża z nadzieją zakładkę „Odwołane zajęcia” i sprawdza grupowego maila w oczekiwaniu na radosny komunikat 😀

    • Taaak! 😀 I ta niesprawiedliwość, że trzeba odrobić zajęcia z winy nieobecności prowadzącego 😀 #studencitacygłodniwiedzy