To nie w moim stylu

Nie wiem czy to jakaś prawidłowość, ale czuję po kościach, że tak. Jest taki moment w życiu każdej dziewczyny, kiedy zaczynają jej się podobać rzeczy, na które nigdy wcześniej nie zwracała uwagi. Złote kolczyki, kolorowe szminki, golfy i grzywki. Niby nie ma powodów do zmartwień, człowiek w końcu dojrzewa, ale jakoś mnie to stresuje. No bo gdzie ja i złoto.

Brzydko jest wrzucać ludzi do worków. Brzydko myśleć o kimś, że jest chamem, skoro włazi do tramwaju zanim inni zdążą z niego wysiąść, brzydko myśleć o kimś, że nie ma mózgu, skoro wlecze się środkiem chodnika, choć czuje na plecach oddech napierającej grupy przechodniów. Brzydko też wrzucić do worka samego siebie. No może nie od razu z chamami i bezmózgami, ale na przykład z tymi, którzy noszą się na szaro i nigdy w życiu nie pomalują paznokci na niebiesko.

Przyjemnie jest działać według schematu. Wiem czego mogę się po sobie spodziewać, wiem co mi się podoba, wiem w jaki sposób się złoszczę i jak przyjmuję pochwały. Wszyscy inni też to wiedzą, wiedzą jak się zachowam, wiedzą kiedy będę miła, a kiedy zacznę być miła i wkurzona. Wszystko jest względnie dobrze i super stabilnie do momentu, kiedy ma się dziką ochotę zareagować inaczej. Podnieść głos, albo kupić różowe buty. Tylko coś głęboko w środku robi wielkie oczy i puka się w czoło. Nie, przecież to do ciebie nie pasuje.

Bywają momenty, kiedy wyściubia się z tego swojego wora nos i zaczyna oglądać totalnie nieszare ubrania. Kiedy zaczyna się szukać wrażeń, o których nigdy wcześniej nie pomyślało się nawet przez chwilę. Dziwne to uczucie, kiedy diagnozuję się u siebie zmiany. A jeszcze dziwniejsze, kiedy ma się ochotę na dobre wcielić je w życie jednocześnie bardzo mocno nie chcąc, żeby rozbrzmiały głośnym echem, żeby ktoś zwrócił na nie uwagę. W obliczu tego wszystkiego może się wydawać, że to już apokalipsa, że nie ma szans poskładać się na nowo, że świat powstał z chaosu to i na chaosie na pewno skończy. Ale może nie. Może można być sobą na nowo.

Jesteśmy przyzwyczajeni do siebie samych i siebie nawzajem. Do swoich szarych bluz z kapturem i reakcji na konkretne sytuacje. Wszyscy pewnie myślą, że nigdy nie powiem na głos spierdalaj. A kiedyś powiem. Może za rok, może za dziesięć.

Ale wtedy to już na bank będzie koniec.

Photo by Austin Chan on Unsplash

  • Doskonale to znam! Pamiętam jak pierwszy raz chciałam porzucić luźne koszule i dżinsy, na rzecz sukienek i eleganckich spodni.. A później przyszła myśl: jak to będzie się komponowało z conversami? Przecież conversów nie zmienię.
    Miałam tych swoich przemian całkiem sporo, później zawsze wracałam do bazowej wersji siebie.