Studia są fajne, nie ma co się spieszyć

Ząbkowanie za nami, trudność z zapamiętaniem ile to 8×7 też. Masz dwadzieścia lat i pocieszasz maturzystów, że w sumie to nic się nie uczyłeś ale zdałeś całkiem nieźle. Zaczynają mówić do ciebie proszę pana i rzadko kiedy proszą o dowód. Nie chce ci się iść na zajęcia? Nie musisz straszyć, że zwymiotujesz jak tylko wyłożysz mały palec spod kołdry.

Studia są fajne nie ma co się spieszyć

Po prostu wyłączasz budzik i odwracasz się na drugi bok. Nie boisz się wracać z imprezy o drugiej w nocy, nawet machasz do ludzi z biurowców i trochę ci ich szkoda. W twoich żyłach swobodnie chlupie alkohol, a tiger z ich tętnic zabryzgałby biurka kolegów wokoło.

W sumie nie masz się czym spinać. No może tylko tym, że zaraz kończą się studia, a ty nadal nie wiesz co zrobić ze swoim życiem.

Oryginalna Cola, czy Cola Originals

W życiu wbija się levele. Babcie czekały w kolejce po kawę i wracały z butelką octu. Mamy poszły o krok dalej, bo na poczekaniu robią filiżankę rozpuszczalnej. A my? A my chcemy Latte z porządnie spienionym mlekiem i cukrem. Najlepiej brązowym i najlepiej już. Jesteśmy pokoleniem, które zwraca uwagę na to czy je z duraleksu czy z białego, kwadratowego talerza. I zdecydowanie wolimy kanciastą porcelanę. Nie wiem jak to się stało, chyba graliśmy na kodach.

Rodzice pomagają, zniżki 50% też. Jak ktoś jest zorientowany to nawet uczelnia zadba, żeby w lodówce było pełno. Na co narzekać? Nikt przecież nie narzeka. Każdy po cichu się boi, że razem z zaliczeniem magistra, zaliczy wielkie bum. Że nie wyjdzie już we wtorek o 20tej na kawę na Rynek, ani nie kupi krzaczka mięty, kiedy akurat będzie mieć kaprys wrzucić parę listków do szklanki wody. Że będzie musiał wybierać pomiędzy tym co lubi, a tym na co może sobie pozwolić. Do wszystkiego można się przyzwyczaić? Może tak. Chociaż nie sądzę, żeby ślinianki ot tak przestały pracować na widok trzy litrowej Coca Coli.

Odpowiedzialność i coś swojego

Najpierw dobra praca, potem można myśleć o patyczaku w słoiku, psie, ewentualnie założeniu rodziny. W sumie nie wiadomo czy wolny czwartek przeznaczyć na wygrzewanie nereczek pod kocykiem, czy szukanie super praktyk i śrubowanie CV. Startujemy z dużo wyższego pułapu, czy nam się to podoba czy nie. Trudniej będzie utrzymać poziom, tak żeby nie spadło superego.

Studia studiami. Między robieniem prezentacji i wymyślaniem projektów, a w szczególności przed spaniem, albo w trakcie picia herbaty, pojawiają się myśli o otworzeniu jakiegoś swojego CZEGOŚ. Kawiarenki z cegłą na ścianach, książkami na półkach i poduchami na parapetach. Takiej z super logo, estetycznymi kubkami i 100 procent arabicą. O własnej siłowni i programie ćwiczeń, który zrewolucjonizuje świat fitness. Albo o piekarni. Takiej chrupiącej, pachnącej, bez E 211.

Niektórzy umyli już słoik po rosołku, wydziobali dziurę w wieczku i wrzucają hurtowo drobiazgi z portfela. Z każdym zaliczonym semestrem robi się coraz ciaśniej pod szyją. Czas goni, a głowa zaczyna pobolewać od szukania clou. W zasadzie wypadałoby coś z rozsądku uwalić.

Zdjęcie: unsplash.com

  • W 100% opisałaś moje obawy. IV rok, zaraz magisterka ale co dalej?