Spadła mi kanapka

Kiedyś uciekł mi żółw. Było nawet ogłoszenie w gazecie, że szukają właściciela. Taka właśnie jestem zwinna i szybka.

Zanim poszłam porozmawiać z Kasią w radiu pomyślałam sobie, aa poćwiczę. Nie często zdarza mi się mówić tyle ciągiem, a głupio żeby nagrać kobiecie pół godziny pauzy pomieszanej z „o Jezu, trudne pytanie”. Zadałam sobie kilka pytań na głos. Bardzo się wtedy zaskoczyłam, bo nie odpowiedziałam na żadne.

Życie po nagraniu audycji wygląda mniej więcej tak, że siedzisz, podtrzymujesz podstawowe funkcje życiowe i myślisz coś ty tam właściwie powiedziała. Starasz sobie coś przypomnieć, ale wpadają ci do głowy tylko rzeczy, których zapomniałaś dodać. Podziwiam ludzi, którym myślenie idzie sprawnie. No bo ja to na przykład muszę posiedzieć ze trzy godziny, wziąć prysznic i zajrzeć pięć razy do lodówki.

Ostatnio to w ogóle mi się wydaje, że jakoś nie nadążam. Że ze stołu spada kanapka z masłem, bardzo wolno kręci się dookoła, a ja sobie stoję i po prostu jej w tym upadku towarzyszę. Nie żeby łapać, czy podnosić – szybko, szybko, bo pięć sekund jeszcze nie minęło. Skąd. Stoję sobie spokojnie i mówię co najwyżej ojej.

Mam wrażenie, że mój proces myślowy trwa jakoś za długo. Że tam w środku głowy to wszyscy szurają w kapciach, szlafrokach, mają sklejone oczy i pogniecione twarze. Uśmiechają się do siebie porozumiewawczo – czekaj no chwilę niecierpliwa dziewczyno, przecież zaraz się zastanowimy. Nie żeby mi to jakoś mocno przeszkadzało, zastanawiam się tylko czy ludzie tak mają.

Kiedy słucham wywiadów, albo oglądam rozmowy z ważnymi osobistościami to zawsze pojawia się ten element biegu i zawrotnego tempa. Że oni wszyscy robią dużo na raz, zadzierają kiece i lecą przed siebie. Serio tak jest? No powiedzcie, że chociaż trochę nie. Że siedzą też w domu i od dwóch godzin próbują się zebrać żeby rozwiesić pranie. A potem włączają je jeszcze raz.

 

Photo by Daria Nepriakhina on Unsplash