Prawie życie

Tak to już jest, że otworzenie pliku z ankietami do magisterki generuje tok filozoficznych przemyśleń na temat szeroko pojętego sensu. Zresztą nie ma się co dziwić, student to z natury myśliciel, lubi gdybać, szukać powodu, albo usprawiedliwienia. Dziwne tylko, że taki myślowy monolog może zainicjować Excel. 

Życie jest dziwne, bo z pozoru leci ciągiem. Bez przerwy na egzystencjalne siku. Ale to chyba tylko złudzenie, bo tak naprawdę mamy życie wstępne, którym aktualnie żyjemy i życie prawdziwe, na które ciągle czekamy.
Każdy przecież wie, że na studiach to wszystko jest takie trochę na pół, trochę nieoficjalnie. A po studiach… Po studiach to dopiero się zacznie.

Myślimy o życiu w dosyć nietypowy sposób. Jakby nie działo się teraz, ale miało zacząć za chwilę. Jakbyśmy byli w fazie przygotowawczej, robili rozgrzewkę, uczyli się instrukcji obsługi i poprawiali sznurówki przed tym co zaraz ma się wydarzyć. Wydaje nam się, że właściwe życie się jeszcze nie włączyło, że nadal lecą reklamy. Że jest jeszcze czas, że można szybko wyskoczyć po popcorn.

Dla większości z nas startem do prawdziwego życia będzie koniec studiów. Są też tacy, którzy czekają na bodziec w postaci ślubu, wspólnego mieszkania, dziecka. Wydaje nam się, że kiedy to wszystko się wydarzy to będzie już na serio. Że już naprawdę, bez ściemy, na pełnej. Nie żeby coś, ale uważam, że te wielkie przełomowe momenty generują nowe, na które się czeka i w których supermoc się wierzy. Że to „prawdziwe życie” ma swoją stałą i ciepłą miejscówkę w bliżej nieokreślonej przyszłości.

Trochę się obawiam, że życie przyszłością to definicja teraźniejszego życia. Że niby wypad nad morze, super studia, tańce do rana i buziaczki w deszczu ale jednak najważniejsze i najprawdziwsze dopiero przed nami. Czekamy aż ta cała śmietanka się zsiądzie i będzie ją można siorbać, powoli po łyczku, aż zostanie biały wąsik. Czekamy aż zacznie się najlepsze, aż ktoś naciśnie play i powie, że to już.

Martwię się, że zupełnie znienacka włączą mi napisy końcowe, a ja będę w ciężkim szoku, bo na bilecie obiecywali thriller, a mi nawet nie drgnęła brewka.
No i najgorzej jeśli zamiast ze łzą wzruszenia wyjdę z tego mojego kina przeżarta popcornem.

Photo by Charles Deluvio on Unsplash

  • Świetnie ujęte w słowa rozmyślania, które od pewnego czasu chodzą mi po głowie. Zaczynam łapać się na tym, że ciągle czekam na coś mającego wydarzyć się w przyszłości, a teraźniejszość traktuje jak czas z gorszego sortu. Jakby był nie wart uwagi. A przecież życie dzieje się teraz…