Odczepcie się wszyscy od Brigitte Macron

W show biznesie można dużo. Można założyć worek z juty i dostać order za super styl, można zjeść na obiad ziemniaka z mizerią i za chwilę przeczytać o tym w internecie, można się nagle roztyć albo przedwcześnie schudnąć. Można dużo, ale nie można się zestarzeć, a już na pewno nie u boku młodszego faceta.

Odczepcie się wszyscy od Brigitte Macrone

We Francji naprzeciw siebie stanęły dwie pary prezydenckie. Witają się na oczach świata, który zaraz rozliczy ich z podstaw savoir vivre’u. Uściski, uśmieszki i tekst, który ukłuł w uszy miliony. Trump albo z grzeczności albo jak twierdzą media z wyrafinowania powiedział do francuskiej pierwszej damy tak: Jest Pani w takiej dobrej formie, naprawdę! Piękna! Tłum przełknął ślinę i poczuł kwas. To nie mógł być komplement, przecież ona ma 64 lata!
Nie widzę w tym problemu, że Trump powiedział to co powiedział, ani w tym, że Brigitte ma tyle lat ile ma. Problem tkwi w tym, że to świat widzi problem – aluzję w słowach Trumpa i babcię w ciele Brigitte.

Różnica wieku w związku to powód do dumy albo szeptania po kątach. Jeśli masz młodszą mówisz o tym przy piwie. Jeśli masz młodszego, nie musisz o tym mówić, bo wiedzą to wszyscy. Obie pary prezydenckie jakby nie patrzeć mają ze sobą sporo wspólnego. Paradoksalnie łączy ich różnica, ściślej mówiąc – wieku. Melanie i Donalda Trump dzielą 24 lata, Brigitte i Emanuela Macron rok więcej. O ile w stronę Trumpa można kiwnąć z figlarnym uznaniem, o tyle na Macrona patrzy się z politowaniem. No bo jak to tak spać w jednym łóżku z babcią?

Niby każdy wie, że w miłości jak na wojnie, że wszystkie chwyty dozwolone, że nie liczą się odstające uszy, kolor skóry, ani wiek. Tylko z tym wiekiem to jest tak, że niby się nie liczy, ale górna granica to trzy lata różnicy. Tworzymy jakieś dziwne przepaści między ludźmi, których dzieli więcej niż dekada. Razem z wiekiem wpycha się ludziom stopy w wełniane skarpety a tyłki w bujane fotele. Definiuje ich potrzeby na bazie skrajności i stereotypów, a przy tym wyklucza, że w takim zestawieniu może dojść do jakiejkolwiek miłości i porozumienia. A jeśli już jakimś cudem dojdzie to brzmi to trochę jak anomalia. Jak dżem z ryby, jak pizza z ananasem.

Postrzeganie miłości przez pryzmat wieku to jest jakieś nasze ogólnoświatowe upośledzenie. Rokowania i przeliczanie kto jak będzie wyglądać za dziesięć lat. Rozstrzyganie jakie kto ma potrzeby, czego oczekuje od związku i prosty wniosek, że młody mężczyzna potrzebuje seksu, a dojrzała kobieta okularów i spokoju. Dziwne, bo z punktu widzenia biologii to mężczyźni dojrzewają później, a kobiety żyją dłużej. Skok testosteronu i najwyższy poziom aktywności seksualnej u kobiet przypada na czterdziestkę, co właśnie wtedy pozwala zrównać się z mężczyznami i osiągnąć jakikolwiek balans w łóżku. No ale nieważne. Kto by się martwił biologią, liczy się głębokość zmarszczek i to jak taką parę przedstawi obiektyw.

Starość dla kobiet jest nieco bardziej brutalna w skutkach. Pozwala na bycie damą, ale neguje bycie kochanką. O ile dojrzały mężczyzna może startować w wyścigu o tytuł Alvaro Roku z dziesięć lat młodszym kolegą – bo dwudniowy siwy zarost, bo zalotna kurza łapka przy oku, bo biała odprasowana koszula – o tyle dojrzałe kobiety nie mają w takich bojach szans. I nawet nie chodzi o to, że one wszystkie chcą się na siłę konserwować, żeby nie stracić w męskiej punktacji, a o to, że świat i media promują wartości, które wykluczają niektóre formy przeżywania dojrzałej kobiecości.

Żyjemy w odjechanym świecie. Niby postępowym, niby otwartym i niby nowoczesnym. Śmieszne, że nie ogranicza nas kosmos, ale robi to nasz śmieszny ludzki folklor.

 

Zdjęcie: unsplash.com