Nie mogę, bo nie chcę

Tłumacz to podobno całkiem dochodowy zawód. Więc ja się pytam, gdzie jest moja kasa?

Mistrzostwo w tłumaczeniu osiągnęłam już dawno. Na przykład wspinając się na wyżyny dyplomacji, żeby usprawiedliwić to, dlaczego nie wyjdę w czwartek wieczorem na miasto. Dzień wcześniej przyszła do mnie paczka ze spóźnioną książką. Swoją drogą to okropne, że rzeczy, na które bardzo mocno się czeka idą pocztą ze trzy razy dłużej. Chciałam zostać, rozwalić się w jakiejś super niezdrowej dla kręgosłupa pozie i zwyczajnie ją przeczytać. Lubie być człowiekiem kocem, nic z tym już nie zrobię. No i zostałam. Ja, książka i ze trzy kilogramy poczucia winy. Bo przecież mogłam nie robić z siebie fujary, rozczesać włosy i wyjść. Tym łatwym i szybkim sposobem zdegradowałam w myślach swoje potrzeby robiąc tym samym super dużo miejsca planom znajomych. Normalnie Matka Teresa.

Każdy normalny dzień jest naładowany różnymi sprawami do odbębnienia. Takimi, które ciążą, o których trzeba myśleć, ale które nie dają nam nic poza radością z tego, że są już załatwione. Egzaminy, nudne zajęcia, zmycie góry brudnych naczyń z zaschniętą tarką na samym jej szczycie. Kiedy jest już po wszystkim pojawia się bum radości, że wypełnienie reszty dnia to tylko kwestia naszego widzimisie, a nie narzuconych obowiązków. Z tym, że niektóre rozrywki są trochę jak obowiązki, a wspomniany bum radości pojawia się dopiero w momencie zetknięcia nosa z poduszką.
Trudno tłumaczyć się z braku ochoty. Trudno w miejsce nie mogę wstawić nie chcę. O ile takie wywody w ogóle powinny mieć miejsce. Nie wiem czy to przez wychowanie w zbyt dużym stężeniu miłosierdzia i wyrozumiałości do świata, czy jakiś błąd w procesie dorastania. Nogi niby mam równe. Trochę krzywe, ale symetryczne.

Czasami narzucamy sobie obowiązek wyjaśniania innym powodów naszych decyzji. Jakby odmowa bez usprawiedliwienia była czymś niewystarczającym i niegrzecznym. To chyba jakieś pozostałości z liceum, kiedy usprawiedliwienia pisało się na kolanie, albo robiło za zatroskaną matkę znajomych. Trochę to głupie, że nasze nastroje, ochoty i plany grają czasem kiepską rolę drugoplanową. Głupie, bo w sumie jesteśmy już duzi. Głupie, bo niby umiemy już odmówić brukselki, ale nadal trudno bronić swoich własnych przyjemności.

Zdjęcie: unsplash.com