Nie chcę być duża| #1 Rywalizacja

Zabawa w dom wydawała się całkiem fajna, ale bycie dużym trochę mnie przerasta.

Kto pojedzie na lepsze wakacje, kto usiądzie na miększym fotelu w pracy, komu pani na stacji naleje więcej keczupu do hot doga. Nie wiem skąd się wzięła ta chora rywalizacja. Z nudy, z niskiej samooceny, czy z popijania wodą gorącego drożdżowego. Najdziwniejsze jest to, że nie da się tak po prostu nie brać w tym udziału. Bo zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie próbował się do Ciebie porównać bez pytania.

Niektórzy dorośli wydają się nieszczęśliwi, mimo tego, że mają fajną pracę i stać ich na to, żeby pić dużą kawę na mieście. Zawsze coś jest nie tak. Albo jest im za gorąco, albo za zimno, albo kolega z pracy odniesie sukces – czyli tak jakby było za gorąco i za zimno jednocześnie. Mówi się nie od dzisiaj, że wielu ludziom ciężko przełknąć to, że komuś się powodzi. Jeśli ktoś zna jakiegoś amerykańskiego naukowca to proszę, żeby podrzucił mu ten temat do analizy. Nie wiem, co jest takiego demotywującego w tym, że inny człowiek kupił sobie auto, wziął ślub, czy dostał pracę w zawodzie. Że niby inny, a nie ja? To nam stoi w gardle?

Ludzie są szczęśliwi z różnych powodów. Cieszą się, bo w końcu wyremontowali łazienkę, bo urodził im się wnuk, bo ukończyli pierwszy rozdział pracy licencjackiej, bo ich przesuszona i przelana roślinka wypuściła nowy listek. Jest też pewna grupa ludzi, którą bardziej od osiąganych sukcesów cieszy moment, w którym mogą poczuć się lepsi od innych. Sukces sam w sobie spada na drugie miejsce. Ważne, że wyszło mi, a nie komuś. Albo totalny gniot – ważne, że właśnie temu komuś coś nie wyszło, bo wtedy to ja czuję się lepiej.

Są na to jakieś szczepionki? Nie chcę się zarazić, jestem jeszcze taka młodaaa… 🙁

Nie wiem czy to kwestia wychowania, jakiś błąd w genotypie, czy o co w tym wszystkim chodzi. Prywatnie, zawodowo, czy koleżeńsko ludzie nakręcają sztuczną rywalizację. Kto zmota lepszy projekt, kto lepiej przejdzie się w szpilkach, kto urodzi bardziej różową córkę, która córka zje na raz więcej brukselki. Zrodziła się jakaś dziwna potrzeba porównywania się do innych i oceniania wszystkiego dookoła. Czy ma się tak samo dobrze, czy może jednak trzeba wysłać dzieci na korki, a siebie do fryzjera. W sumie nie można na to zareagować w żaden sensowny sposób. No chyba, że nokaut to założenie baletek i urodzenie bliźniaczek. Nie wiem, czy to ci sami ludzie, którzy w podstawówce po każdym sprawdzianie biegali po klasie z pytaniem „co dostałeś?’” i wychodziła im żyłka, kiedy ktoś dostał pół oceny więcej, czy to po prostu nowy twór XXI wieku. Dzienniki z ocenami skończyły się w liceum, może ludziom tego brakuje, albo coś.

Ta sztucznie nakręcona rywalizacja to chyba rywalizacja ludzi ze swoim własnym ego. To musi być piekielnie męczące. Zresztą skoro ego jest duże i ciężkie to trudno się nie zmęczyć. Zgryźliwe komentarze, nieszczere uśmieszki, kąśliwe gratulacje. Wytykanie błędów, bo przecież gdzieś ktoś musiał się pomylić. Nerwy na cały świat i wąty do Boga, że akurat to ktoś inny ma w tym momencie z górki. Trochę to smutne. Nie wyobrażam sobie, żeby mój humor i moje szczęście było regulowane szczęściem kogoś innego. Wzięliśmy ze sportu fit śniadania z owsianki, umiejętność zrobienia poprawnej deski i kolorowe legginsy. Przydałoby się jeszcze nauczyć rywalizować z samym sobą, a za gościa do zestawienia „kto lepszy/kto gorszy” podstawić siebie z wczoraj.

Niektórzy ludzie traktują sukcesy kolegów jak wielkiego komara. Takiego, który wlatuje przez otwarte okno do sypialni i bzyczy do piątej rano. Komar wkurza, denerwuje, a ludzie tylko się wiercą i machają rękami, bo nic innego nie mogą zrobić. Leżą w tym łóżku ze złym humorem i błagają o mroźną zimę, która wysiecze do zera kolejną plagę tej wrednej zarazy.

Wiadomo, nie wszyscy syczą i warczą na innych. Tak czy siak wolałam wojnę o kto siedzi z przodu w aucie i kto je dekorację z tortu.

  • Olga G.

    łooo trafiłaś w sedno ! To jest tak smutne!!! Ludziom brakuje odwagi, by żyć po swojemu tfu odwagi? nie tylko, wyobraźni również = naśladowanie innych, przekoloryzowanych albo tych o których wie się tylko to co „najlepsze” … słabe to strasznie, że tak wielu jest ograniczonych. Ja czasami dalej zachowuje się jak dziecko, naiwne,szczere i optymistycznie nastawione. A jak kogoś nie lubię i dzieje mu się dobrze to nie zazdroszczę, cieszę się że mimo iż nie jest fajną wg mnie osobą to jednak odnalazł swoje szczęście i ktoś go pokochał takim jakim jest. Na przekór złym emocjom, ratujmy się i swoich bliskich przed tą zgnilizną XXI wieku xdddd !!