Magisterka || Słów brak

Człowiek coś tam niby czyta, niby jest w stanie zrozumieć kierownika spod sklepu i profesora z uniwersytetu. Wie, że świat może być nie tylko fajny, ale też ekscytujący, niesamowity i byczy. Że chałka z miodem jest nie tylko smaczna, ale przede wszystkim to pyszota i ambrozja. Jednak kiedy zaczyna opisywać badania do magisterki to jakby robi mu się w buzi sucho i wszystkie słowa grzęzną na końcu języka.

Jest taki moment w pisaniu magisterki, kiedy brakuje słów. Brakuje ich żeby opowiedzieć o sensie przepisywania książek, brakuje ich kiedy ktoś pyta o postępy, brakuje ich podczas przekształcania zdań z cudzych na własne. I siedzi się i patrzy na ten sam tekst po raz setny, analizuje każdy wyraz i każdy przebieg zdania. Aż wreszcie wszystko to co dotychczas wymościło się w pocie czoła i w tle serialu Diagnoza nabiera innego wymiaru. Wymiaru bezsensu.

Z czasem wkracza się na jakiś dziwny, jakby metafizyczny poziom percepcji słów. Przekopuje się słownik synonimów, szuka odpowiednich wyrazów i nie potrafi znaleźć tego, które pasuje najlepiej. A potem dochodzi do wniosku, że co jak co, ale słów zastąpionych na tym świecie nie ma. Każdy wyraz jest przecież  niepowtarzalnie wymowny, ma taki a nie inny wydźwięk, jest odpowiednio delikatny i odpowiednio okrutny. Ładny to nie zawsze rozkoszny, ani nie seksi. Brzydki to nie od razu fatalny, ani tym bardziej nieatrakcyjny. No i jak tu być jednocześnie wrażliwym na słowo i pisać składną magisterkę. No nie da się. No nie.

Jest takie newralgiczne słowo „zróżnicowany”, które jest słowem totalnie niepodrabialnym. Przynajmniej dla studenta, który na codzień nie operuje słownictwem pięciosylabowym. Wyniki w grupie badawczej A nie mogą być przecież odmienne, najprzeróżniejsze, ani od Sasa do lasa. Nie mogą też być heterogeniczne, pluralistyczne i zdywersyfikowane –  bo jak takie trudne słowo przy zwykłych szarych słowach będzie się prezentować. I pieści się człowiek z tym jednym wyrazem i wczuwa się w zdanie i w serce kogoś, kto będzie to wszystko czytać.

Chociaż zaraz. He he. Który będzie to wszystko co?

Photo by Matthew Henry on Unsplash

  • Inna

    Ja przy diagnozie wene mialam, esej pani od makro wypiescilam to sie dowiedzialam, ze za dokladnie, za szczegolowo