Magisterka: relacja z frontu

Poprosiłam moją panią promotor o dedlajny. Zadania i terminy totalnie, ale to totalnie ostateczne. Mam tą świadomość, że inaczej się po prostu nie da, że naszej współpracy trzeba nadać ostrzejszy charakter. Pierwszy miał minąć z końcem lutego. No i wszystko byłoby okej gdyby nie to, że mamy już marzec, a u mnie nadal sucho. Ale wiem już gdzie jest błąd. Nie ustaliłyśmy żadnych przykrych konsekwencji.

Bardzo trudno analizować ankiety, kiedy do głowy przychodzą jedynie wersje scenariusza, według którego chciałoby się spędzić życie. A już w ogóle, kiedy nie zna się tych wszystkich wzorków i trików, które potrafi robić excel. Cóż taki człowiek ma wtedy począć. No chyba najlepiej nic. Ale jak trudno spokojnie robić nic, skoro ma się świadomość, że wypada szybko zrobić coś. Ał.

Pisanie magisterki, a raczej myślenie nad procesem pisania magisterki wywołuje w człowieku różne dziwne refleksje. Mam taką jedną w związku z moją wizytą w gabinecie pani promotor. Każdy ma jakieś pole, na którym chce być najlepszy. Są też ludzie, którzy za wszelką cenę chcą być najlepsi na każdym możliwym gruncie. Ale na ostatnim roku studiów ta ambicja cudownie się przeobraża i jedyne czego się chce to po prostu nie być najgorszym. Nie chce się być ostatnim, nie chce być tym którego się szuka i tym, który jeszcze nie dostarczył obiecanego rozdziału. Kiedy weszłam do gabinetu mojej pani promotor czułam się właśnie tak. Jak ostatnia z ostatnich, jak jakiś marny bezwiednie ciągnący się ogon. A tu proszę. Pani była bardzo miła, powiedziała, że w tym roku bardzo obrodziło w niemrawych studentów i że większość jej grupy nie napisała jeszcze nawet maila. I ja nie wiem czy to kamień tak donośnie spadł mi z serca czy sodówa z bycia w czołówce uderzyła do głowy, ale znowu jakoś tak mi się nie chce. Znowu wcięło gdzieś zapał, znowu spadło mi tętno.

 

Photo by Pascal Mauerhofer on Unsplash

  • Jedyne, czego teraz potrzebuję, do dedlajnu. Bez niego moja twórczość i pomysłowość, nie wspominając o chęciach/zapale nie istnieje. Powodzonka!