Dzień Poezji. Yyyy?

Obchodzimy dzisiaj Dzień Poezji. No nie jest to Dzień Kobiet, ani tym bardziej Tłusty Czwartek. 

Nie ma się co czarować, poezja kojarzy się bardzo jednoznacznie. Jeśli czytasz wiersze to pewnie masz coś z głową. Wstajesz wcześnie rano, żeby rozpłakać się nad wschodzącym słońcem i przystajesz, kiedy widzisz dziobiącego ziarenko ptaszka, żeby i jemu poświęcić odpowiednią dawkę łez. Nie wspomnę już o miłości, tęsknocie i ciepłym letnim deszczu. Jesteś nawiedzony, wychudzony, nosisz jasne koszule i chodzisz tak wolno, że na pasach zapala się czerwone.

Dobrą zabawę z czytania wierszy popsuła nam szkoła. Nie dość, że większość utworów odnosiła się do narodu, cierpienia za naród, narodowego cierpienia i cierpienia ogółem, to jeszcze kazano nam szukać w nich tego super głębokiego sensu. A raczej metodą prób i błędów docierać do tego, co ktoś kiedyś uznał za słuszne. No i zapamiętać, żeby nie było przypału na maturze.

Jeśli szukamy czegoś do czytania to na pewno nie poezji. Samo słowo brzmi tak szumnie, że już do otwarcia książki trzeba by się było wykąpać i ubrać w sukienkę. Zresztą po wrażeniach z liceum zakładamy, że zrozumiemy te wiersze źle, albo nie zrozumiemy ich wcale, że na pewno będą trudne słowa, albo jakaś odjechana składnia, która utwierdzi nas w naszej zwyczajności. A to przecież totalna nieprawda, bo właśnie czytanie wierszy i sposób w jaki możemy je zrozumieć potwierdzają naszą niezwyczajność.

Każdy ma na swoim koncie jakieś doświadczenia. Rzucenie szkoły, rzucenie dziewczyny i rzucenie sobą o mięciutkie łóżko. Strachy przed czymś nowym, spacery późną nocą, rozstania, powroty i trwania w niepewności. Każdy ma też szansę przeżyć wiersz we właściwy tylko dla siebie sposób, bo to my – nie pani od polskiego, ani lektury.com –  na bazie swoich przeżyć nadajemy wierszu sens. Wiersze to krótkie reportaże z emocji. Błąd polega na tym, że czytamy je według klucza, zamiast po ludzku czytać je sercem.

Także ten. Każdy może śpiewać, każdy może tańczyć i każdy może czytać wiersze. Zresztą chyba jestem tego żywym przykładem. Nie jestem wychudzona, robię przysiady, lubię mięso i noszę dres.

 

  • Karolina Koczar

    1) zrobiłaś nieumyślną kryptoreklamę jakiemuś faktycznie istniejącemu portalowi o lekturach;
    2) od siebie dodam, że poezji nie trzeba czytać, można też jej słuchać. Bo jaki tam tekściarz z Przybory czy Kaczmarskiego, toż to poeci pełną gębą!

  • Edyta Wojniłowicz

    Oj bardzo się zgadzam z tym, że szkoła zabija w nas ewentualne polubienie poezji. I piszę to jako nauczycielka z wieloletnim stażem. Mnie samą skręca na myśl o lekcach, podczas których omawiam z uczniami wiersz. Poezję się czuje, a niekoniecznie omawia. A już na pewno nie będą rozmawiać o swoich odczuciach dzieciaki czy nastolatkowie, którzy nie otworzą się przecież przed calą klasą.

    Ja sama z poezją jestem trochę na bakier. Chociaż przedwczoraj kupiłam sobie tomik Rupi Kaur. Drobne, krótkie lub też dłuższe wiersze lub raczej przemyślenia o codzienności kobiety. Z rracji dzisiejszego dnia poezji dziś też się zagłębię w lekturę i posiedzę trochę z emocjami, które wywołają.