CV. Jak skutecznie zmarnować kartkę papieru?

Jest w przyrodzie bardzo dużo bezsensownych rzeczy. Musztarda z lutego w lodówce, stare kubki z końca szafy i opakowania chipsów do połowy wypełnione powietrzem. Ale nie ma bardziej bezsensownej rzeczy od CV. Bo niby co, wszyscy tacy punktualni i sumienni?

Pisanie CV to jest naprawdę niezła akcja. Już na sam wybór czcionki schodzi dobre pół godziny. No bo przecież nie Calibri, ani tym bardziej Times New Roman. Musi być oryginalnie, z klasą i trochę na luzie. Kopie się wśród gotowych wzorów i żaden nie wydaje się wystarczająco wyjątkowy. Do tego ten okropny chłodny, urzędowy styl pisania. Aż chce się wetknąć gdzieś uśmieszek albo serduszko, żeby ten suchy jak wiór tekst trochę ocieplić i pokazać, że jest się miłym człowiekiem. No ale nie, trzeba oficjalnie. Zresztą klauzuli o przetwarzaniu danych nie ociepli nawet armia całusków.

Gdzie jest zdjęcie, nie ma zdjęcia. To znaczy jest jedno jak wcina się pizzę o jedenastej w nocy. Są też stopy, które opalają się na wiosennym słoneczku i ręka, która karmi pazerną na bułę kaczkę. Jest cały folder z selfie, które zrobiło się w różnych dziwnych momentach swojego życia i z powodu których nie oddaje się telefonu w obce łapy. No i fota z pierwszego roku studiów w białej koszuli z rozczesanymi włosami. Wypada wkleić galową. Boże, jakie to zakłamanie przedstawiać się tak przyszłemu szefowi.

Mam wrażenie, że do pewnego momentu cały świat interesował się na zmianę sportem, filmem i muzyką. Wcale się nie śmieję, bo bardzo długi czas myślałam, że interesuje mnie film. Aż któregoś pięknego razu doszło do mnie, że kiedy chcę obejrzeć coś fajnego to albo włączam telewizor albo filmweba. A z filmwebem to mam tak, że godzinę scrolluję stronę, większości tytułów nie znam, a mimo to żaden z nich i tak nie wydaje mi się wystarczająco ciekawy, żeby go obejrzeć. Do tego wszystkiego zawstydzam się kiedy ktoś mówi nazwisko zagranicznego aktora, bo ja z zagranicznych to znam tylko Jacka z Titanica.
No i usunęłam te filmy. Ale nadal mam wpisaną muzykę.

I wreszcie kulminacja, czyli spis umiejętności. Bardzo słodko czyta się, że ktoś zna Worda i Power Pointa. Chociaż fakt, po studiach powinni dołączać do dyplomu jakieś certyfikaty. Srebrny za zmianę tła prezentacji i justowanie tekstu, złoty za wlatujące slajdy i automatyczny spis treści. Mówią, że w CV trzeba się chwalić, więc każdy naciąga co może i wychodzi z tego wzorzec pracownika na dane stanowisko. Każdy może być kontaktowy, sumienny i punktualny. Pracowity? Czemu nie. Wszyscy mi pewnie uwierzą, kiedy napiszę, że jestem cierpliwa. Nieważne, że kiedy zawiesza mi się komputer to walę we wszystkie klawisze jednocześnie. No ale to w końcu CV, jak sobie napiszesz taki sobie będziesz.

Nie wiem jaki to sens. Człowiek się meczy i myśli jak tu rzucić drugą osobę na kolana. Wpisać, że było się skarbnikiem w liceum, dodać że sumiennie podlewa się paprotkę na oknie, pogrubić słowo Uniwersytet? Przeczytałam gdzieś, że pewien facet wysłał w tygodniu pięćdziesiąt CV. Z jednego drzewa można wyprodukować 8500 kartek papieru. Z perspektywy pracodawcy to musi być niezła strzelanka, kto faktycznie jest pracowity, kogo kwalifikacje rzeczywiście zgadzają się z umiejętnościami, z kim złapie dobry kontakt na dłużej niż miesiąc. Drzew tylko szkoda. Trzeba chyba wprowadzić jakiś inny sposób rekrutacji. Wizja lokalna w sobotę wieczór na przykład. 🙂

* A te kubki z końca szafy to cofam i przepraszam. One są bardzo potrzebne, tak jak małe widelczyki do ciasta zalegające w szufladzie. Wczoraj takim właśnie widelczykiem jadłam spaghetti. Savoir-vivru nigdy dość.

 

  • Olga G.

    hahha skąd ja to znam…. początki trudne były mojego CV, jednak w końcu spotkałam ktosia z uniwerka ekonomicznego, który miał zajęcia o CV z bardzo mądrym człowiekiem ponoć i mi skomponował „idealną CVkę ” i o dziwo, które było naprawdę o mnie i podziałało, bo pracodawcy oddzwaniali i miałam sporo różnych prac 🙂
    teraz istnieje coś takiego jak video CV (?). Nie wyobrażam sobie nagrywać i mówić o sobie w sposób poważny O_O
    Widelczyki do ciast są fajne czasem nadają się nawet do mieszania ( wymieszane z łyżeczkami to kiepski pomysł )! 😀

    • Nagrywane CV!?? O nie, nie, już widzę jaka bym była naturalna i jak patrzyłabym w kamerę :’D Chyba muszę się przejść do tego ktosia, mam tak przekombinowane CV, że aż żal wysyłać 😀
      Tylko nie rozdzielaj łyżeczek od widelczyków, będzie im razem cieplej 😀 Moja mała pomieszana zastawa pozdrawia 😀 <3