Życzenia przedświąteczne

Tradycja jest taka, że tuż przed zatopieniem jedynek w kawałku karpia i rzuceniem się na kapustę z grochem składamy sobie życzenia. Generalnie dużo zdrowia, jak ktoś ma maturę to zdania matury, szczęścia i spełnienia marzeń. Śmichy chichy i nawzajem, bo barszcz stygnie, a cała rodzina bez obiadu. Tradycja fajna, chociaż nie wiem z jakiej racji życzy się spokojnych i wesołych świąt tuż przed kolacją, skoro na największy świąteczny niepokój narażeni jesteśmy dużo wcześniej.

eugck1ifvp0-kari-shea

Tydzień przed Świętami to niezła zadyma. Każdy się stara zdążyć z robotą, aż tu nagle według świątecznej reguły, zupełnie niespodziewanie braknie czerwonej wstążeczki, papieru do pieczenia i cukru. I jest szał, bo okazuje się, że wielkie świąteczne zakupy to tylko kropla w morzu potrzeb. Kuchnia niby wysprzątana na cacy, ale po upieczeniu pięciu rzutów pierników wygląda jakby ktoś ochrzcił ją mąką. Do tego trzeba jeszcze umyć blachy i miski i zeskrobać przyschnięty miód z blatu. Prezenty niby kupione i niby nie trzeba wracać do pachnącego cynamonem mrowiska, ale został jeszcze jeden, którego wybór zajmuje tyle samo czasu, przebytych kilometrów i odwiedzonych sklepów, co wszystkie inne razem wzięte. Choinka posypała się na dywan, stroik na stole jakiś taki goły, a poza tym to nie ma co założyć na Wigilię. Taki mały chaos do rytmu Last Christmas. Na szczęście tydzień to wystarczająco dużo czasu żeby dojść do ładu z mieszkaniem i zatroszczyć się o to, co niepodważalnie najważniejsze.

Święta oprócz tony plusów (dojadanie resztek po Pasterce <3) mają jeden jedyny minus – mijają za szybko, a na kolejne trzeba czekać cały kolejny rok. Od pieroga do pieroga, parę łyżek barszczu, kilka ości na talerzu, kawa, prezenty, Pasterka i w zasadzie jest już po wszystkim. Po wszystkim na co tyle się czekało, tyle sprzątało, tyle biegało i tyle starało. Oprócz brudnych talerzy i podartych papierów w zasadzie nie ma już co zbierać. Ciśnienie drastycznie spada, a niewykorzystane świąteczne emocje zamieniają się w wysysacza resztek dobrego humoru. Chociaż nikt nie woła o butelkę wody pojawia się poświąteczny kac morderca i świąteczną pustkę każe zapchać resztkami makowca. A to wszystko przez niedosyt wrażeń w odpowiednim czasie. Bo mimo świątecznej gonitwy, czerwonego show w sklepach i telewizji, nie ma czasu detonować tej emocjonalnej świątecznej bomby. Nie ma kiedy nacieszyć się atmosferą, ani kiedy tych całych świąt na spokojnie od deski do deski przeżyć.

Nie wiem na podstawie czego kręcone są świąteczne filmy, ale śmiało z kategorii kino familijne przeniosłabym je do science-fiction. Bo niby kto w Wigilię rano na pełnym luzie smaży sobie jajeczniczkę, pochlipuje kawę i do dwunastej szura po mieszkaniu w szlafroku i mięciutkich kapciach z futerkiem. Jazda z mopem, jazda z karpiem, jazda z barszczem. Noc może jest i cicha, ale to pewnie przez to kombo o poranku. Wieczorem po prostu nikt nie ma już siły. W Święta okazji do stresu jest tyle ile okazji do pobicia rekordu BMI. Czy śledzik będzie wystarczająco słony, czy prezenty będą trafione w dychę, czy mimo 70 stopni na piecu atmosfera będzie wystarczająco ciepła. Przygotowania pochłaniają tyle energii i uwagi, że sama magia świąt ląduje gdzieś na dnie gara z bigosem.

Najgorsze co można zrobić ze Świętami to zamknąć je w liście obowiązków do odhaczenia i problemów do rozwiązania. Kupić prezenty, posprzątać, upiec. Niby lecą te piosenki, pachnie też jakoś inaczej, ale głównym motorem pracy nie jest radocha ze świątecznej tradycji, ale realizacja i przeskoczenie do kolejnego zadania z kartki. Trzeba kupić prezent dla rodziców, trzeba upiec pierniki, trzeba postawić świeczki na stole i ubrać choinkę. Zupełnie nie mogą pojąć, że takie przyjemne tradycje, które na dobrą sprawę budują nie tylko klimat w domu, ale przede wszystkim nastrój w sercu można potraktować jak zwykłą odhaczankę. Rozumiem, że w galerii tłok, że po dwóch pierwszych sklepach robi się gorąco, trzeba zdjąć kurtkę, a potem tak ją nosić pod pachą, żeby niczego przy okazji nie zrzucić z półki. Że czas leci, nie wiadomo co wybrać, a pod choinkę coś włożyć trzeba. Ale o ile większy jest komfort zakupów, gotowania i wydłubywania zielonych igieł z dywanu, jeśli robi się z nich element świątecznej tradycji, a nie wypełnianie kolejnej powinności.

Do Świąt równo tydzień, także mam krótkie ale za to bardzo szczere życzenia przedświąteczne. Życzę wszystkim, żeby mimo tykającego zegarka i wypadków losowych pozytywnie przeżyć, a nawet celebrować bieganie za prezentami, warowanie nad makowcem i garnkiem z kapuchą. Bez nerwów na cały ten świąteczny kocioł i innych biegnących ludzi. Żeby w wolne przedświąteczne dni, jak i w samą Wigilię wczłapać do kuchni w piżamie, włączyć radio i powoli schrupać śniadanie. Ale tak przede przede przede wszystkim, żeby wykorzystać na maksa ostatni tydzień przed świętami na podgrzanie świątecznej atmosfery w domu i w sobie. Szkoda czasu na pierdoły. Nie da się przeżyć całych świąt w jedną wigilijną kolację. 🙂

 

Zdjęcie: unsplash.com