W dobrym związku cisza nie piszczy

To głupie i dziwne, ale z reguły to najłatwiejsze rzeczy są najtrudniejsze do zrobienia. Trudno jest myśleć zupełnie pozytywnie bez czarnego scenariusza z tyłu głowy, trudno ugotować jajka na miękko, trudno robić brzuszki codziennie przez miesiąc, trudno jeść regularnie witaminy. Ale najtrudniej na świecie jest po prostu nie gadać. Zamknąć buzię, słyszeć ciszę i czuć się w niej komfortowo razem z człowiekiem obok.

Czasem jest tak, że cisza piszczy. A wtedy wszystkim, którzy się w niej znajdują robi się jakoś dziwnie głupio. Na mini moment przytyka im płuca, mrowi w przełyku i mają zimne dreszcze na plecach. Wzrok spotyka się w takim gęstym i lodowatym punkcie i w tym samym czasie wszyscy ci ludzie chcą teleportować się do swoich łóżek. Na szczęście po chwili wybuchają śmiechem i ktoś rzuca tekst o pogodzie. Że niby jak się nie ma o czym gadać to się mówi „ale dzisiaj duszno”.

Trudno jest się nie odzywać, bo cisza jest po prostu krępująca. To prawie tak samo jakby stanąć przed kimś, zdjąć dżiny, koszulkę, skarpety i pozwolić mu na siebie patrzeć. Nie lubimy milczeć, bo cisza jest zbyt intymna żeby uprawiać ją z obcą osobą. Bardziej intymna od paradowania w majtkach w fiołki. Więc z reguły do ciszy się nie dopuszcza. Ciągnie się gościa za jęzor, pyta o to i o siamto, skupia na tym, żeby słuchać i przypadkiem nie odpowiedzieć „tak” na pytanie „a co tam u ciebie?”. Po całej takiej rozmowie człowiek jest wypruty jak po 800 na wuefie. Trzeba wziąć tabletkę na głowę, zjeść kurczaka z podwójnym ryżem, albo po prostu rzucić się na wyro i posłuchać sobie ciszy.

Partnerów i przyjaciół doceniamy za to, że smyrają nas po pleckach, że solidarnie wciągają z nami lody bakaliowe po północy i że czasem robią za wentyl, którym uchodzą wszystkie nasze złe emocje. Obchodzą z nami Dzień Przytulania, pamiętają o naszych urodzinach i z pewnością pomogliby wykopać dół, kiedy nie mielibyśmy gdzie schować trupa. Nie docenia się ich za jedną najważniejszą rzecz. Za to że w ich towarzystwie można też bez skrępowania po prostu pomilczeć. Bo wyznacznikiem dobrej relacji wcale nie jest to, że potrafimy wyczuć kiedy druga osoba ma Dzień Leżenia Pod Kocem, ani to, że wiemy jak skutecznie poklepać ją po plecach. Dobra relacja jest wtedy kiedy zapada cisza, a żadne ze stron nie czuje potrzeby, żeby ją przerwać. To chyba najwyższy level tej całej zabawy w poznawanie.

Jest takie fajnie ćwiczenie. Banalnie proste w konstrukcji i piekielnie trudne w wykonaniu. Coś jak beza, stanie na rękach bez drabinki i dobra herbata z cytryną i cukrem. Trzeba wziąć partnera pod rękę, posadzić go naprzeciwko siebie i powiedzieć „to teraz mój drogi będziemy milczeć”. Jedyne co można, a nawet trzeba zrobić to patrzeć sobie w oczy. Prosto w źrenice. Wszystko w zupełnej ciszy. Fajne zadanie dla tych, którzy myślą, że znają się na wylot, mają za sobą już wszystkie możliwe pierwsze razy i już nic nowego i zaskakującego ich w życiu nie spotka. Otóż spotka. Niejednemu wyszła nawet gęsia skórka.

Ludzi z którymi potrafimy milczeć jest garstka i są tak cenni jak mały paluszek u stopy, jak ostatni łyk kawy w kawiarni, jak kruszonka z drożdżowego. Cisza czasem piszczy. W dobrej relacji ciszy po prostu nie słychać.

*Najlepszą herbatę z cytryną i cukrem robi ciocia Grażyna.