Magisterka: podejście II

Dostałam maila od mojej pani promotor. Napisała, że zbliża się koniec semestru i jeśli komuś z magistrantów zależy na uzyskaniu zaliczenia z seminarium to ona musi odnotować jakieś postępy. No więc całą sobą staram się wymyślić definicję słowa postęp. Czy to bardziej strona ciągłego tekstu, czy może raczej zmiana nastawienia.

Gdybym tak siebie nie znała i zobaczyła jak siedzę taka mała i biedna pod salą wykładową, albo z jakim zainteresowaniem patrzę w oczy wykładowcom pomyślałabym, że należę do osób, które takich maili nigdy nie dostają. To naprawdę zabawne, że w przeszłości moje świadectwa nosiły pasek. Może ja po prostu z wiekiem dojrzałam. A może zwyczajnie się roztyłam i pasek nie jest mi już potrzebny.

Na piątym roku studiów nic tak nie śmieszy jak pytanie „No jak, ruszyłeś już coś?”. Naprawdę kryją się przy nim wszystkie suchary, komedie i kabarety. Ktoś rzuca hasło po czym następuje głośne ha-ha-ha-ha-ha. To naprawdę dziwne zjawisko, ale tak bardzo miło być jego częścią. Śmiać się z tego, że zmyśli się bibliografię, że ustawi interlinię 1,5, że doda duże wykresy. Umilamy sobie ten pobyt w dupie jak tylko się da. Niby jakaś tam świadomość powagi sytuacji jest, bo to w końcu ostatni rok studiów, obszerna praca, tytuł magistra. Ale w rzeczywistości sprowadzamy to wszystko do żartu. Chociaż w sumie są ku temu mocne podstawy.

Patrzę tak sobie na mój licencjat, który kurzy się na półce. Cieszę się, że poprzedni wydział miał niebieski kolor okładki, przynajmniej pasuje mi do poduszek i doniczek na parapecie. Właściwie musiałabym upewnić się jaki kolor ma obecny, bo może nie ma sensu w ogóle do tego siadać. Tylko ten mail tak okropnie straszy w skrzynce. Znowu mi się wydaje, że pani promotor się obraziła, że jak zapukam do jej gabinetu i zapytam – czy coś się stało – to ona chłodno na mnie spojrzy i odpowie, że NIC.

Już niedługo padnie serwer strony słownika synonimów. Dlatego zawczasu zamieszczę tu, że badani mogą być też ankietowanymi, respondentami i uczestnikami eksperymentu. Chociaż zanim do tego dojdzie trzeba by najpierw zmajstrować jakąś ankietkę i rozesłać ją wśród znajomych. Swoją drogą bardzo lubię wypełniać te wszystkie formularze, można przy okazji zrobić sobie taki mały życiowy bilans – kiedy ostatni raz jadło się fast-fooda, ile czyta się książek miesięcznie, czy uważa się, że woda z butelki szklanej, różni się od tej z plastikowej. Można dojść do naprawdę przełomowych egzystencjalnych wniosków.

Ale żeby ten serwer mógł paść, trzeba podjąć ku temu stosowne kroki. Nie mówię, że już teraz. Broń Boże! Wszystko w swoim czasie. 🙂

 

Photo by Omar Lopez on Unsplash

  • Jezu jak tylko słyszę „NO ZACZĘŁAŚ JUŻ??” to otwiera mi się nóż w kieszeni, no po prostu przy każdej okazji mi się wszyscy pytają, i ja wybucham śmiechem takim trochę panicznym, a oni się na mnie patrzą, i czy ona tak na serio, czy o co tu chodzi, a jak ja mam powiedzieć, że nie wiem od czego zacząć, że może najpierw odkurzę pustynię… Takiego mejla jeszcze nie dostałam, ale sama się tym zaczęłam stresować, że semestr trzeba zaliczyć… Do pisania, czas, start! powodzenia!

    • Ostatnio tak sobie pomyślałam, że jeszcze nigdy nie miałam warunku. ^^ Powodzenia, bądź dzielna! <3

  • Czasami odnoszę wrażenie, że jestem jedyną osobą, która kochała swój temat pracy magisterskiej, nie mogła się doczekać, jakie będą wyniki badań, wnioski, i dla której pisanie magisterki nie było karą. 🙂

    • Zazdraszczam <3 A o czym piszesz? 🙂

      • Od czerwca już jestem magistrem, więc pisanie dawno za mną. A pisałam o terapeutycznym wpływie Pisma Świętego na młodych zakonników i kleryków. :))

        • Mocne, niedawno przeczytałam „Celibat”, mój cały świat runął i aż jestem ciekawa wyników. :))