Jak długo są plany, tak długo jest życie || dziennik Hendrika Groena, lat 83 i 1/4

Mówi się o tym, że w Warszawie spadł śnieg, a we Wrocławiu jeszcze nie. O wymianie opon na zimowe, o dobrym przepisie na zupę z dyni, o butach z kożuchem na mróz. O domach spokojnej starości nie mówi się wcale. No chyba, że wybuchnie tam jakiś wielki pożar albo któryś z pensjonariuszy dobije setki.

Kiedy masz dwadzieścia parę lat, awansujesz na młodszego dorosłego. Pełnoprawni dorośli biorą Cię wtedy za swojego i zaczynają liczyć się z Twoim zdaniem. W praktyce wygląda to tak, że na Święta nie wycierasz już sztućców i nie kroisz sałatki warzywnej, ale bierzesz czynny udział w doborze menu i samodzielnie pieczesz makowca. Decydowanie, robienie kariery i aktywny udział w życiu towarzyskim trwa mniej więcej kilkadziesiąt lat. Potem przychodzi starość i znowu szczytem odpowiedzialności staje się pokrojenie marchewki w równą kostkę. Dziwne, przecież wszyscy tak szaleją na punkcie rubryki ‚doświadczenie’ w CV.

Starsi ludzie funkcjonują w świecie jako ciepli i mili dziadziusiowie, ubrani w sweterki, fartuchy i wełniane skarpety. Wiedzą gdzie szukać zagubionych rękawiczek i jak zrobić dobry bigos bez wchodzenia w internet. Śpią interwałami, jedzą po nocach i trochę marudzą. Chociaż to chyba nie jakaś szczególna cecha, każdy przecież trochę marudzi i trochę je po nocach. Bycie starszym człowiekiem to dziwna rola. Wszyscy szanują Cię za wiek i dbają o to, żebyś miał w kubku ciepłą herbatę z cytryną, jakby ta herbata była szczytem marzeń każdego starszego człowieka. Jesteś kojarzony z kręceniem włosów na wałki, z śmierdzącym lakierem do włosów i zapasem czekolad w tajemnej szafce. Wnuki natrętnie pytają Cię o zdrowie, bo zdrowie to przecież jedyny temat, na który można z Tobą sensownie porozmawiać. Hmm…

Małe eksperymenty ze szczęściem to dziennik pensjonariusza jednego z holenderskich domów opieki. Staruszki w obcisłych legginsach, emerytowane motyle w brzuchu i fochy o wątrobiankę to tylko namiastka tego, co dzieje się za murami domów spokojnej starości. Wszystko to podane w podsyconym ironią i żartem pamiętniku 83-latka. Małe eksperymenty to niecenzurowany głos najstarszego pokolenia, które choć zachrypnięte i lekko niewyraźne, ma jeszcze dużo do powiedzenia. Do dziennika Groena warto zajrzeć choćby dlatego, że nigdy nie byliśmy starzy. Dlatego, że nigdy nie zapytaliśmy babci, czy jest zadowolona ze swojego życia, a za szczyt jej szczęścia uważamy nową garsonkę i jajko na miękko. Dlatego, że nie wiemy jak to jest złamać biodro idąc po równym chodniku i dlatego, że dzień bez planów to dla nas zbawienie, a nie powód do deprechy.

img_20161113_154828

O starości trochę szerzej pisałam już w Babcia to nie kobieta, babcia to babcia i w Starsi ludzie to nie trupy. Dzisiaj będzie deserek. Na zachętkę fragmenty dziennika Hendrika Groena <3

„Już od trzech dni obowiązuje zakaz wychodzenia wydany przez dyrekcję. Jak to mówią, nie wywołuj złamanego biodra z lasu.”

„Piątek to dzień zdrowego ruchu dla seniorów. Stare pierniki paradują wtedy po korytarzach w najbardziej wymyślnych strojach, udając się do sali gimnastycznej. Panie naprawdę nie mają wstydu i nie jest to przyjemny widok. Różowe legginsy na patykowatych lub przeciwnie, pękatych nogach, obcisłe koszulki okrywające smętne resztki tego, co kiedyś można było nazwać biustem. Czysta tragedia. W takim otoczeniu jako starszy pan nie mam jak zdrowo się ruszać.”

„Ostatnia sobota miesiąca – gramy w bingo. Tłum uzależnionych od hazardu staruszków walczy o czekoladki z likierem.”

„Nowa pensjonariuszka, która zajęła miejsce świętej pamięci pani Gans, wygląda na miłą. Prawdziwa ulga, zważywszy na te szurające nogami po korytarzach baby. Ta wprawdzie też szura ale przynajmniej z klasą.”

„Są ludzie, którzy czują głęboką odrazę do wszystkiego, co stare, zniedołężniałe i powolne. Ta smarkula z minimarketu taka właśnie była. Trudno się uodpornić na kompletny brak szacunku.”

„Wszędzie czuć starymi ludźmi. Pamiętam, że już w dzieciństwie zapach babci i dziadka wydawał mi się dziwny. Taki nieokreślony z domieszką dymu z papierosów. Jakby ktoś przez długo czas trzymał mokre ubrania w plastikowej torbie.”

„Ludzie starsi, podobnie jak dzieci, ciągle coś gubią, tyle że oni nie mają już mamy, która zawsze wie, gdzie co leży.”

„Powoli i niepostrzeżenie perspektywy stają się coraz mniejsze, a życie – coraz bardziej puste. Aż wreszcie najważniejsze cele dnia przybierają formę kawałka ciasta i filiżanki herbaty. Grzechotka dla osoby w podeszłym wieku.”

„Moja rada dla przedsiębiorczych dwudziestolatków: wykupujcie udziały w firmach produkujących pieluchy dla nietrzymających moczu.”

„No tak, wczoraj już słyszałem pierwsze narzekania na upały
– U nas w Holandii zawsze od razu robi się duszno! – powiedział gruby Bakker. Jego marudzenia, jak to jest potwornie zimno, ucichły zaledwie dwa dni temu. Czasem mam ochotę gościa udusić.”

„Dziecinna zawiść staje się u niektórych zaprawę chora. Ludzie zazdroszczą innym dosłownie wszystkiego, a co dopiero pierwszej nagrody w turnieju karcianym, nawet gdyby to miała być tylko wątrobianka.”

„Samotność czasem trudniej znieść w towarzystwie.”

„Bo jeśli ja umrę, to mogą postawić urnę z moimi prochami na desce rozdzielczej busa przy przedniej szybie.
– Zawsze lubił siedzieć przy oknie.
To akurat nieprawda, ale brzmi zabawnie.”

„Mam nadzieję, że w razie prawdziwego pożaru ogień będzie się rozprzestrzeniał bardzo powoli, ponieważ trzeba było aż trzydziestu pięciu minut, żeby ostatni pensjonariusz znalazł się poza budynkiem, podczas gdy ci pierwsi zaczęli już wchodzić z powrotem, z personelem na czele, bo taka była brzydka pogoda.”

„Przy pożegnaniu całusy w oba policzki. Aż mi się ciepło od tego zrobiło. Dobry Boże, przecież ja mam osiemdziesiąt trzy lata!”

„Kiedy człowiek jest młody, to koniecznie chce szybko dorosnąć. Jak jest dorosły, tak mniej więcej do sześćdziesiątki, chce być młody. A kiedy się jest starym piernikiem, to niczego się już nie chce. Nie ma żadnych celów. Żadnych egzaminów do zdania, żadnej kariery do zrobienia, żadnych dzieci do wychowania.”

„Była pora posiłku. Jedna z pielęgniarek karmiła jakąś drobniutką panią ze śliniaczkiem na szyi.
– Bibip, jedzie wielka ciężarówka z jedzeniem… iii… haps!
Dzisiaj mówi się ‚demencja’, ale dawniej mówiło się ‚zdziecinnienie’.”

„Moi przyjaciele byli wczoraj przyjemnie zaskoczeni i zadowoleni z prezentów. Miałem pewne trudności z przekonaniem ich, że nie chodzi o to, żebym ja też od razu coś od nich dostawał w zamian. Za bardzo już żyjemy w świecie ‚coś za coś’.”

„Potem poszedłem na dół na zupę z zielonego groszku. Była bardzo smaczna, ale od razu musiałem wysłuchać z dziesięć opowieści o mamach i babciach, które dawniej gotowały o wiele lepszą zupę z zielonego groszku. Dawniej, ciągle tylko dawniej i dawniej. Spróbujcie pożyć trochę tu i teraz, mumie jedne!”

„Skoro jeszcze żyjesz, to powinieneś żyć tak, jak ci się podoba!”