Idę siku. Nie pytaj po co

Są rzeczy, o których nie powinno się mówić w towarzystwie. Są też rzeczy, o których kobiety nie powinny mówić mężczyznom. Tak dla naszego wspólnego dobra.

Weszłam do Rossmanna po żel pod prysznic. Oglądam opakowania, wącham, może ten, może tamten, jakby jedna butelka żelu miała towarzyszyć mi do końca życia. Półkę obok stoi mężczyzna, na oko koło trzydziestki. Jest trochę zagubiony, niczego nie dotyka, przesuwa się tylko metr w lewo, metr w prawo wzdłuż regału z podpaskami. Dla kogoś, kto ogarnia o co chodzi w zamalowanych kropelkach, skrzydełkach i siateczkach, skrępowanie i strach w oczach tego pana mogły być trochę zabawne. No i były, bo na chwilę przestałam się przejmować, czy wolę żel z algami, czy ogórkowy. Facet nie sięgnął nawet po opakowanie. Jakby się bał, że przez bezpośredni kontakt z podpaską urosną mu piersi. No ale nic, z pomocą przyszła pani ekspedientka.

– Może mogę panu jakoś pomóc?
– Tak, szukam podpasek.
– A jakich konkretnie?
– Takich różowych.

Na ustach pani wyskoczył uśmiech. Chyba nie wiedziała, czy zacząć tłumaczyć sens kropelek i pytać, który to dzień, czy w ciemno dać te z napisem normal. Młody mężczyzna trochę się zmieszał. Wystarczyłby jeszcze moment i powiedziałby, że on nie wie, bo to w sumie nie dla niego. Skończyło się na telefonie do dziewczyny. Ja wyszłam bez żelu, za to z mydłem o zapachu gumy balonowej i poczuciem, że mężczyznom też zdarza się być uroczymi w swojej bezradności.
A tak poza tym to pomyślało mi się, że pewne rzeczy warto zachować dla siebie.

Jeśli mężczyźni okazują miłość przez uczynki, to pójście po podpaski jest już wstępem do oświadczyn. Nie wszyscy mają z tym problem, ale większość czuje się w tym dziale co najmniej nieswojo. Zastanawiam się tylko, czy to bardziej przerażenie, czy coś w stylu przedszkolnego „o fuj, spadamy stąd, to takie dziewczyńskie”. Kobiety są dla mężczyzn atrakcyjne, bo po pierwsze – to nie mężczyźni i po drugie – są owiane jakąś tajemnicą, która jest delikatna i pachnie. Żyjąc lata w takim przekonaniu, niektóre fakty mogłyby zawalić świat niejednemu panu. Coś jak „Mikołaj nie istnieje” przeżyte po raz drugi. Dla dobra naszych relacji, pewnych granic lepiej nie przekraczać, a niektóre tematy warto omijać szerokim łukiem. (Oczywiście nie tyczy się to wyprawy do drogerii. Jak kocha to niech zdobędzie jakiś super chłonny dowód miłości.) Umówmy się, że pizzę wydalamy na siłowni razem z pachnącym lawendą potem, okres to okrutny ból brzucha i wzmożona ochota na cukier i nigdy w życiu nie miałyśmy włosów na nogach, które przestały kłuć. Zresztą jakich włosów, ktoś ma jakieś włosy?

Początek każdej damsko-męskiej znajomości jest wyjątkowy dla obu stron. I nie chodzi tylko o to, że jest chemia, że są motyle, a on przynosi słodycze. Krok po kroku wchodzi się w zupełnie obcy świat. Obserwuje się człowieka z bardzo, bardzo bliska. Czasem można się czymś zachwycić, a czasem zdenerwować, że ten ktoś nie rozumie ile to jest „kup cytryny”. Ma inne ciało, inne nawyki i inny system uczuciowo-skojarzeniowy. Poznawanie się jest fajne i fajne jest operowanie zdobytą wiedzą. Poza tym status pary ma to do siebie, że znikają tajemnice. Ludzi zaczynają łączyć proste, codzienne rzeczy, które są na tyle intymne, że nie robi się ich ze zwykłymi znajomymi. Pierwsze wspólne mycie zębów, pierwsza kropla śliny na poduszce, pierwsza grypa żołądkowa. Nawet wymiotowanie we dwójkę może być urocze i scalające. Fajnie jest się otworzyć i zaakceptować człowieka w drugiej osobie. Tylko bez przesady. Pokolenia kobiet ciężko pracowały na to, żeby mężczyźni myśleli, że robimy tylko siku. Nie zepsujmy tego.

Kobieta to płeć piękna, dlatego, że ładnie pachnie, goli się do zera i ma skórkę jak brzoskwinka. Mężczyznom chyba się wydaje, że to wszystko dzieje się tak po prostu. Że nogi kobiety są równie delikatne teraz, jak będą delikatne za trzy dni. No i bardzo dobrze. Tej wersji się trzymajmy. Nikt nie musi wiedzieć o kulisach naszej kobiecości. Bo kobiecość to sacrum, które trzeba trzymać za zębami i przywilej z którego trzeba korzystać. A mężczyźni, chociaż są po obowiązkowej biologii w szkole, lepiej, żeby pewnych rzeczy nie słyszeli i nie widzieli. Także tego. Wspólne siku nie wchodzi w grę.

Co innego z okresem. Okres to na tyle charakterystyczny i wkurzający punkt miesiąca, że aż żal go tak po prostu przemilczeć. Taka chwila kobiecej słabości jest chyba nawet urocza. Kto by nie pożałował biednej, małej, obolałej, zawiniętej w koc kuleczki. Poza tym to dobra okazja do wyżebrania czekolady. Ale na smutnej minie, wygniecionych dresach i płaczu z byle powodu koniec. Obfitość krwawienia i jakość podpasek to temat wyłącznie dla tych, którzy mają jajniki. Tym z penisami wystarczy podstawowa wiedza na temat zasobów okolicznych cukierni. I to chyba nawet nam wychodzi. Mężczyźni zaakceptowali, że okres to pięć dni złego humoru.

Co to jest okres?
– Boli tu wszędzie i nie ma ochoty na seks.

Ile krwi traci kobieta podczas okresu?
– Z litr?
– Puszkę Coli.

( https://www.youtube.com/watch?v=nO3nCEwZjmI )

Ludzie trąbią, że po kilku latach w związku nie ma szans na nic nowego. Dziewczyny się martwią, że ich chłopaki oglądają się na inne nogi i że to wszystko sprawa upływającego czasu. Otóż nie. To o kilka odkrytych kart za dużo. Wszyscy mężczyźni, nawet ci, którzy mają w bicepsie 70 cm, nie są gotowi na totalną prawdę. A może po prostu wolą nie wiedzieć niektórych rzeczy? Zresztą, czy nie o to właśnie chodzi, żeby wkręcać sobie nawzajem drobne, słodkie kity i na ich bazie czarować? Mhm. Dla nas zamykanie drzwi do łazienki też powinno wyjść na plus. 😉

A tu taki gniot na koniec.