Dzień Flaka Z Olejem

Czasem jest tak, że kiedy po długich miesiącach niemocy postanawiasz umyć balkon, 15 minut po Tobie, Twój sąsiad z góry postanawia umyć swój.

I jego brudna woda kapie na Twoje jeszcze czyste szyby. I robi zacieki. Miliony zacieków. I okropnie się wkurzasz, bo niby wiesz, że sąsiedzi też mają prawo do czystych balkonów ale coś w środku podpowiada Ci, że to wcale nie zbieg smutnych okoliczności tylko masz dzisiaj zwyczajnie pod górkę.

photo-1456796148441-485386946471

 

Są takie dni, kiedy jesteś sobie w stanie wyobrazić co czuje rozbity schabowy. Wszystko jest jakieś takie rozjechane. Jesteś niespokojny i markotny ale nie masz pojęcia dlaczego. Chodzisz z kąta w kąt, szukasz jakiejś odpowiedzi, ale nie potrafisz zadać sobie pytania. Życie dzieje się poza Twoją kontrolą, chociaż gdyby spojrzeć na to z boku, składa się na oscarową tragikomedię.
Nigdzie nie jest Ci po drodze, a nawet jeśli jest to przypadkiem wybierasz drogę naokoło. Wszystko leci z rąk – szczególnie czyste szklanki, brudne mają jakiś niepisany immunitet. Niespodziewanie kończy się papier toaletowy i ostre maszynki do golenia. Na Twój widok uciekają tramwaje i windy, a światła zmieniają kolor na czerwony. Na dodatek o wszystkim dowiaduje się prawa dolna ósemka, która znowu zaczyna przebijać dziąsło i gołębie, które postanawiają zabawić się z Tobą w paintballa. Życie leci, Ty lecisz za nim, a pod nogę co chwilę wpada jakiś rozciapciany banan.
Nic tylko się rozsiąść, obrać je wszystkie ze skórki, zaparzyć kawę i zacząć celebrować Dzień Flaka z Olejem.

Mamy w świecie normalnie jakiś masowy wyścig do doskonałości. Doprowadził on do tego, że siedząc w fotelu z wyciągniętymi nogami zaczynamy czuć wyrzuty sumienia. Bo nie uczymy się języka, bo nie czytamy jakiegoś mądrego poradnika, bo po prostu się nie rozwijamy. Czas wolny przetransformował się z czasu przeznaczonego na robienie ulubionych rzeczy w czas na robienie rzeczy, które przybliżają do doskonałości. Wszyscy lekceważą leżenie na kanapie i picie herbaty. Trochę mi się to nie widzi.

Mam wrażenie, że Dzień Flaka z Olejem to taki prezent od natury dla ludzkości. Ktoś tam z góry widzi, że łeb człowieka ma już dosyć, więc rzuca mu pod nogę banana, żeby ten się poślizgnął i ostatecznie zaległ w ulubionym fotelu. Bo kiedy nic się nie układa, a człowiek dalej leci do przodu, nie układa się jeszcze i jeszcze bardziej. Są nerwy, żyłki na czołach i kluchy w gardłach. Chyba bardziej humanitarnie byłoby pozwolić sobie na trochę luzu niż co chwilę zdzierać sobie łokcie.

Niby chcemy dla siebie dobrze, dbamy o paznokcie, łuski włosów i równe brwi, ale kiedy przychodzi co do czego, żal nam czasu na reset głowy. Kiedy nadarza się chwila słabości na chama chcemy zrobić z niej coś konstruktywnego, zamiast dać sobie po prostu trochę odsapnąć.
Czy jest sens robienia trzeciej bezy pod rząd, gdy poprzednie dwie ciągną się jak guma do żucia? Wkurzać na brak papieru toaletowego skoro na półce leżą waciki kosmetyczne? Albo na potłuczoną szklankę skoro to przecież wymarzony pretekst. A nieogolone nogi… O tej porze roku nosi się grube rajtuzy. <3

Jestem za wprowadzeniem do kalendarza Dnia Flaka z Olejem. Zbieram podpisy.

 

Zdjęcie: unsplash.com

  • Pięknie powiedziane. Przypomniało mi się, jak kilka (naście!?) lat temu zdałam maturę, dostałam się na wymarzone studia i nagle okazało się, że mam całe 3 miesiące wolnego. I po raz pierwszy w swoim dorosłym życiu postanowiłam, że nie robię z tym czasem nic. Ale jak to – NIC? Moja mama przerażona przypominała mi codziennie, że mogłabym zapisać się na jakiś kurs angielskiego, jazdy konnej, tańca, geodezji, matematyki… czegokolwiek.Bo przecież kto się nie rozwija, to się cofa. Przez te 90 dni nicnierobienia, zostanę daleko w tyle za wszystkimi. Jak mogę marnować ten czas? A ja, po roku ciężkiej pracy (tak, wtedy wydawało mi się, że nauka do matury to bardzo ciężka praca) przebimbałam całe wakacje. Jeździłam nad wodę, na wycieczki, siedziałam w domu, chodziłam po mieście, po knajpach. I wcale nie żałuję. Angielskiego zdążyłam nauczyć się na studiach (do dziś zdążyłam nawet go zapomnieć 😉 ), matematyki też, kilka innych kursów udoskonalających moje umiejętności też w międzyczasie przeszłam. Ale nigdy, przenigdy już nie miałam takich bezstresowych, wlekących się jak flaki z olejem, 3 miesięcy. I podejrzewam, że już nigdy nie będę miała szansy na takie chwile. Dlatego czasem warto sobie zrobić taki reset, który wcale nie musi oznaczać zmarnowanego czasu. Podczas takiego relaksu można wpaść na kilka fajnych pomysłów, przeczytać książki, na które się nie miało czasu i zastanowić nad tym, co w życiu ważne.

    • Racja 🙂 Super to rozegrałaś. Zresztą kto się nie rozwija ten być może właśnie się regeneruje 🙂 Na wszystko przyjdzie czas, na ciepłą herbatę też przecież musi 🙂