Ksiądz nie anioł || Celibat. Opowieść o miłości i pożądaniu

„Podczas zasypiania. Wtedy samotność jest najdotkliwsza. Patrzę na ścianę, na krzyż i myślę: Jezus jest z drewna, ani nie pocałuje, ani nie przytuli.”

Jeśli ktoś chodził do wiejskiej podstawówki to daję głowę, że razem z całą klasą chodził też regularnie do kościoła. Nie wiem jak jest w większych miastach, podejrzewam, że w miarę podobnie. Niedziele, majowe, różańce, roraty. Naklejki do zbierania i wyrzuty sumienia, jeśli opuściło się choćby jedną. Kościół był fajny, bo kojarzył się miło. Z choinką na święta, z rekolekcjami śmiesznego księdza i z batonami za sypanie kwiatków. W miarę dorastania to wszystko się trochę zmieniło. Siedzi się w kościele i myśli nad niewymyślonymi w porę ripostami, albo składa resztki z lodówki w jakiś sensowny obiad. Sumienie jest jakby bardziej tolerancyjne, a intencje bardziej roszczeniowe. I nie wiem czyja to wina i czy czyjaś w ogóle. Kiedyś mieliśmy notesiki na pieczątki i kolorowe lampiony, teraz mamy swoje poglądy i weryfikujemy je z nauką kościoła. Łatwo nie jest, bo dostrzega się sprzeczności. I trochę się wątpi, czy człowiek, który siedzi w konfesjonale jest odpowiednią osobą do pouczenia i wymierzenia pokuty.

Nie wydaje mi się żeby powołanie do służenia Bogu było jednoznaczne z powołaniem do życia w celibacie. Nie wiem czy stawianie księży w tym boskim świetle i wymaganie od nich nieludzkiej przyzwoitości nie jest dla nich krzywdzące. Pewnie tak, choćby dlatego, że są ludźmi i żyją w świecie ludzi, czyli dość niesprzyjających do świętości warunkach. Nie mam mniej zaufania do księży, którzy są ojcami, ani do tych, którzy oprócz Boga kochają też kobietę. Pod warunkiem, że ich relacje wynikają z podstawowej, ludzkiej potrzeby miłości. Święcenia nie odczłowieczają i nie transformują człowieka w anioła, choć według teorii nakazują mu żyć na totalnie nieludzkich zasadach. Przykro jest czytać, że ktoś wierzy i chce być blisko kościoła, a jednocześnie marzy o żonie i dwójce dzieci. Przykro, bo choć w dzisiejszych czasach brzmi to jak wzorzec, nie ma dla niego miejsca.

Reportaż Wójcika to nie tylko opowieść o rozdarciu pomiędzy życiem w rodzinie a oddaniem się Bogu. To historia o pożądaniu, o próbach opanowania siebie, o nienawiści jeśli opanować się nie da. To historia o realiach polskich seminariów, o porannych modlitwach i nocnym seksie. Strona po stronie coraz szerzej otwiera się oczy i coraz słabiej widzi jakikolwiek sens. Nie ma zajęć, które pozwolą przyszłym księżom radzić sobie ze swoją seksualnością, są za to warsztaty z rozdawania komunii. Nie ma lekarstwa na wyrzuty sumienia po seansie porno, są zepsuci wykładowcy, którzy oferują wieczorne przytulanie. Mówi się, że to totalny paradoks wierzyć w Boga i nie popierać kościoła, choć konkurs paradoksów wygrywa w tym przypadku seks przełożonych z klerykami pod dachem seminarium. Z jednej strony zakaz kontaktu z kobietami, które gotują i sprzątają, z drugiej otwarte zaproszenia na wspólne męskie wieczory. Wybacza się współżycie, choć postanowienie poprawy wydaje się wątpliwe, nie wybacza się donosów o molestowanie i wydala z seminarium z byle powodu. Niech będzie na przykład nieobecność na porannej modlitwie. Albo coś tam innego, nieważne.

Jak mówi jeden z kleryków „w seminarium sperma wylewa się uszami”. U heteroseksualnych mężczyzn dochodzi do homoseksualizmu zastępczego, czyli nieważne z kim, ważne że w ogóle. Założenie, że celibat prowadzi do świętości jest chyba niekoniecznie trafne. Szczególnie, że celibat to nie dogmat a zwyczaj. 60 procent księży jest lub było w związku z kobietą. 68 procent porzuciło kapłaństwo z powodu celibatu. I właściwie to wcale mnie te liczby nie dziwią. Szokujące jest jednak to, że profesor, który opublikował wyniki tych badań został usunięty z wydziału teologicznego Uniwersytetu Poznańskiego. No cóż. Niektóre rzeczy trzyma się widocznie pod grubą pierzynką.

Przeczytać warto. Chociaż mama powiedziała, że to za ciężkie rzeczy na noc.

 

„Piliśmy wszystko – czysta, piwo, drinki. Poszliśmy do hotelu, był ostry seks. Rano łóżko było zarzygane, nawet moje jedyne majtki były zarzygane. Pierwszy raz w życiu wracałem na plebanię bez majtek.”

„Czasami zastanawiam się, po co psychiatra zaglądał nam w majtki przed przyjęciem do seminarium. Czy posiadanie penisa faktycznie oznacza, że jestem stuprocentowym mężczyzną, co z kolei ma oznaczać, że będę dobrym księdzem? Jeden z księży wykładowców powiedział, że mężczyzna z jednym jądrem nie zostanie przyjęty do seminarium – właśnie ze względu na niepełną męskość. Ale czy ten z jednym jądrem będzie gorszym księdzem od tego z dwoma? No i po co księdzu dwa jądra?”

„Dowiedziałem się w ten sposób, w której diecezji biskup śpi ze swoim kierowcą; w której diecezji biskup, choć radiomaryjny, zmienia księży w łóżku częściej niż pościel. Po wakacjach opowiadamy sobie podobne historie. One nas znieczulają. No bo jeśli biskup żyje z kierowcą, drugi nie preferuje stałych związków, no to czymże są nasze samogwałty pod prysznicem, za które i tak nieustannie przepraszamy Boga.”

„Koledzy, przekazując uścisk dłoni na znak pokoju smyrają się małym palcem po wewnętrznej części dłoni. Ma to być oznaką seksualnej gotowości. Mam dość smyrania.”

„Skurczybyk jeden! Bywało, że razem odprawialiśmy mszę i musiałem słuchać tych jego mądrych kazań. A wiedziałem, że dzisiaj spał u niego mój kolega z roku, wczoraj taki młodzik po święceniach.”

„(…) według mnie księża to najgorszy sort. Dwa razy z nimi korespondowałem – wiedzieli, że jestem z „firmy”. Jeden wysłał mi zdjęcie: stoi na środku kościoła, tyłem do ołtarza, w sutannie, z sutanny wystaje mu… No wiesz co. Napisałem tylko, że jest skończonym kretynem. Drugi ksiądz zapytał, czy jestem z tych wierzących księży. Odpisałem, że tak. Na co on: „Z wierzącymi nie sypiam”.

„Już blisko. Za rok święcenia. Chciałbym znowu być w klasie maturalnej i mieć szansę na kolejny wybór studiów. Nie czuję się tu dobrze. Cały czas myślę, że mógłbym mieć dom, rodzinę, pracę w salonie samochodowym.”

„Klerycy są mistrzami kazuistyki, im starsi, tym rzadziej się spowiadają. Po pewnym czasie masturbacja przestaje być grzechem, można ją usprawiedliwić pogorszeniem nastroju, działaniem w afekcie.”

„Michał z całowania się nie spowiada. Spowiada się dopiero ze współżycia. Jedzie do kolegi, który jest wikarym dwa dekanaty dalej, i prosi żeby mu odpuścił grzech. Odpuszcza. Po chwili role się odwracają, kolega mówi, że też współżył i prosi o odpuszczenie. Michał mu odpuszcza.”

„Nadal nie wiem, co to jest celibat. Kościół tłumaczy, że to niepodzielne serce. Ale co to, kurwa, jest niepodzielne serce?! Możesz sobie powtarzać: „Mam niepodzielne serce. Mam niepodzielne serce. Mam niepodzielne serce”. Chłopie, masz serce podzielone na sto pięćdziesiąt kawałów – rodzice, brat, koleżanka, siostra, babcia, kot, pies. A jak rzeczywiście masz niepodzielne serce, to znaczy, żeś kamień, a nie człowiek.”

Marcin Wójcik wystąpił z seminarium duchownego tuż przed święceniami, był dziennikarzem Gościa Niedzielnego, aktualnie jest reporterem Gazety Wyborczej i autorem najgłośniejszego reportażu tego roku. – Celibat. Opowieści o miłości i pożądaniu.